I pierwszy wpis dzień po Złazie Kampinowskim im. A. Harskiego.
Myśl przewodnia: Zimno, zimno, ZIMNO...
Przyśpieszamy więc, by rozgrzać się choć trochę. Na krótkich postojach błogosławimy ciepłą herbatę i torturujemy się ściąganiem rękawiczek. Jednak nawet niska temperatura nie jest w stanie przyćmić uroku otaczającej nas puszczy. Zmarznięte bagna przeplatają się z piaszczystymi ścieżkami, by doprowadzić nas do Palmir.
Zatrzymujemy się wsłuchując w głośny krzyk ciszy.
"Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi."
/Jacek Kaczmarski/
Zdjęcia wyk. Helena Bogdanowska z SKPB.
Po kolejnych kilkunastu kilometrach w końcu trafiamy na Polanę Opaleń, gdzie kusząco płonie ognisko. Jednak nawet ono nie przekonuje do dłuższego pobytu w tym chłodzie. Ekspresowe pieczenie kiełbasy "śląskiej" (czyli spalonej na węgiel) i szybkie pokonanie ostatniego odcinka na autobus, który przyjeżdża idealnie w chwili gdy docieramy na przystanek.
Choć padałam ze zmęczenia po trzech pozarywanych nocach (Gniazdo Piratów, Maraton Filmowy i Andrzejki :)) to warto było wyrwać się z akademika w mroźny las.
Na koniec kadr z filmu "Bogowie". To naprawdę rewelacyjne uczucie oglądać w Warszawie dobry film, którego akcja toczy się głównie na Śląsku. Choć obraz zadymionego zagłębia niewiele ma wspólnego z "moim" Śląskiem, to pod wpływem tego, że jest najczęściej jedynym obrazem kojarzonym w Warszawie z tym województwem, staje się mi coraz bliższy.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz