W końcu zmobilizowałam się do uzupełnienia książeczki GOT o ostatnie wycieczki, które w postaci podstawowych danych (skąd, dokąd, przez co i kiedy) walały się w niej na różnorakich kartkach, czekając na podliczenie punktów.
Wśród nich oczywiście także ostatni, jeszcze nie opisany tu, choć sprzed tygodnia, wypad w Beskid Mały.
Tym razem błyskawiczny atak wraz z Martyną przeprowadziłyśmy na Magurkę Wilkowicką.
Data: 24 styczeń 2015 r.
Trasa: Wilkowice - Magurka - Rogacz - Stalownik - Mikuszowice
Kryptonim akcji: pisiont groszy, DOKŁADNIE pisiont groszy!!!
Wypad niestety zdecydowanie zbyt krótki, ale choć trochę pozwolił odetchnąć od zgiełku miasta. Czasu na rozmowę także jak zwykle było za mało... Zima zaszyła się chyba w jakiejś jaskini i nie chciała się nam pokazać. Jedynie jej niewyraźne ślady pozostały wokół, w postaci resztek niedotopionego śniegu. Choć akurat to przynajmniej trochę zmniejszyło moją złość na siebie z powodu zapomnianego aparatu. Cóż skleroza nie boli... Te kilka chwil umknęło zdecydowanie zbyt szybko, choć jak tylko się dało próbowałyśmy je przedłużyć, powoli sącząc herbatę w schronisku.
"A w mieście błoto i błoto
A ja za twymi zimo włosami
Tęsknię nocami
I w niedzielę dopiero wyjeżdżam za miasto
Pociągiem rozpędzoną gwiazdą
Aby cię dotknąć zimo
Popatrzeć jak twój diadem świeci
I niech nasz pocałunek zimo
Gilem w lasy uleci..."
/Bez Zobowiązań "Zima"/
Co jeszcze za mną?
Czwartkowy wypad do gniazda piratów. Czyli pozytywna dawka szant z odrobiną górskiego brzmienia w nexusowym (nie mam pojęcia jak się to odmienia :P) towarzystwie.
Oraz kolejna środowa akcja krwiodawstwa. Tym razem nieplanowana. W związku z tym pękam z dumy z mojej hemoglobiny, że akcja udana ;) Dałyśmy radę!!!
Przy okazji wklejam link do miłej inicjatywy rabatowej:
Przekażcie dalej!!!




