sobota, 31 stycznia 2015

A idź panie z tą sesją...

Sesja zbliża się nie ubłagalnie, więc sezon na nadrabianie zaległości we wszystkim (każdy powód jest dobry by się nie uczyć) uważam za otwarty :)
W końcu zmobilizowałam się do uzupełnienia książeczki GOT o ostatnie wycieczki, które w postaci podstawowych danych (skąd, dokąd, przez co i kiedy) walały się w niej na różnorakich kartkach, czekając na podliczenie punktów.
Wśród nich oczywiście także ostatni, jeszcze nie opisany tu, choć sprzed tygodnia, wypad w Beskid Mały.

Tym razem błyskawiczny atak wraz z Martyną przeprowadziłyśmy na Magurkę Wilkowicką.
Data: 24 styczeń 2015 r.
Trasa: Wilkowice - Magurka - Rogacz - Stalownik - Mikuszowice
Kryptonim akcji: pisiont groszy, DOKŁADNIE pisiont groszy!!!

Wypad niestety zdecydowanie zbyt krótki, ale choć trochę pozwolił odetchnąć od zgiełku miasta. Czasu na rozmowę także jak zwykle było za mało... Zima zaszyła się chyba w jakiejś jaskini i nie chciała się nam pokazać. Jedynie jej niewyraźne ślady pozostały wokół, w postaci resztek niedotopionego śniegu. Choć akurat to przynajmniej trochę zmniejszyło moją złość na siebie z powodu zapomnianego aparatu. Cóż skleroza nie boli... Te kilka chwil umknęło zdecydowanie zbyt szybko, choć jak tylko się dało próbowałyśmy je przedłużyć, powoli sącząc herbatę w schronisku.

"A w mieście błoto i błoto
A ja za twymi zimo włosami
Tęsknię nocami
I w niedzielę dopiero wyjeżdżam za miasto
Pociągiem rozpędzoną gwiazdą

Aby cię dotknąć zimo
Popatrzeć jak twój diadem świeci
I niech nasz pocałunek zimo
Gilem w lasy uleci..."
                                                    /Bez Zobowiązań "Zima"/

Co jeszcze za mną?
Czwartkowy wypad do gniazda piratów. Czyli pozytywna dawka szant z odrobiną górskiego brzmienia w nexusowym (nie mam pojęcia jak się to odmienia :P) towarzystwie.

Oraz kolejna środowa akcja krwiodawstwa. Tym razem nieplanowana. W związku z tym pękam z dumy z mojej hemoglobiny, że akcja udana ;) Dałyśmy radę!!!


Przy okazji wklejam link do miłej inicjatywy rabatowej: 

Przekażcie dalej!!!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

"Słuchaj - zanim mów - i zanim powiesz - czyń..."

Chwila oderwania od stosu rzeczy do zrobienia "na wczoraj". Tym razem ogród światła w Wilanowie, w towarzystwie Martyny i Pauliny. Chyba gdzieś w połowie dziewczynom zaczęło brakować cierpliwości na moje, kolejne okrzyki zachwytu. :P Cóż, można się czepiać i określać tandetnymi takie instalacje, ale trudno odmówić im uroku i czaru. W takich miejscach łatwo czuć się jak patrzące na wszystko bez zmartwień i obaw dziecko. 
Po za tym nadużywam ostatnio Kaczmarskiego, Gintrowskiego i Łapińskiego (stąd zresztą tytuł). 

                                                                                                          "Rozmowa
- Pan, śpiewak, świat widzi ponuro:

Wciąż tylko o stosach i grobach;
Pan wiesza, poddaje torturom,
Głos pana to wieczna żałoba,
Że trwają - pan za złe ma murom,
A mnie się to życie podoba!


- Proszę pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i w jego złudzie;
Ale człowiek dąży ku zgubie,
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.


- Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści,
A najgorsze - jeszcze się przyśni;
W cierpieniu - wszyscy są właśni.
Pan mówi, że życie to czyściec,
A oni pragnęliby baśni.


- Proszę pani, przecież to robię.
Opowiadam baśnie, choć smutne -
Kim by był niepojęty człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej?




- Właśnie, prawda. O co pan pyta?
Obcy panu brak wątpliwości.
To pan śpiewa, co pan przeczytał:
Po prostu świat w książkę uprościł.
Pan gra, kiedy wszechświat zgrzyta.
Pan przeczy człowieczej miłości!


- Proszę pani, cierpieć się staram.
Starczy spytać żony i dzieci.
Kocham. Miłość - księga stara,
Którą warto Bogu polecić.


- Właśnie, Bóg. Pan Boga nie lubi,
Ale mówi, że wciąż Go szuka.
W pańskich trwogach można się zgubić;
Pojąć sztukę pańską, to sztuka.
Pan publicznie z losem się czubi:
Jaka z tego dla nas nauka?


- Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski -
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.'


 

Przeglądam informacje o tym co wokół i chyba trochę zazdroszczę tym wszystkim, którzy mają gotowy przepis na wszytko. Ja wciąż nie umiem spoglądać na świat w systemie  zero-jedynkowym. Pomiędzy czernią i bielą zauważam miliony odcieni szarości, ale choć to niewygodne, to nie chcę tego zmieniać. Nie ufam słowom zawsze i  nigdy. Cóż przynajmniej zazwyczaj :P Choć wciąż wierzę, że w przyszłości odnajdę ich sens.

niedziela, 4 stycznia 2015

Święta, Święta i po...

Z poczuciem samozadowolenia i uśmiechem na twarzy popadam w błędne koło około świątecznego lenistwa. Pokaźny stosik rzeczy do zrobienia leży na półce i spogląda na mnie z wyrzutem. Ja też leżę, ale dla odmiany nie patrzę w jego kierunku, tylko czytam książkę. Tak na dobry początek 2015 roku zgłosiłam się do akcji:
Co trafiło na pierwszy ogień pochwalę się jak skończę :).

Na obronę przed potępieniem mojego lenistwa wysuwam krótką relację z wypadu w Beskid Mały:

27-28 XII 2014r. - wigilia Szkolnego Koła PTTK przy BSP.
 Rzyki Pracica - Leskowiec - Gancarz - Leskowiec - Rzyki Pracica
Z plecakami wypchanymi świątecznym jedzeniem ruszamy pod górę po osuwającym się spod nóg śniegu. TAK! W końcu zawitał w góry zamieniając szare stoki w bajkowy krajobraz. Na szlaku mnóstwo ludzi, tak jak i w schronisku,  gdzie zostawiamy plecaki przed wyruszeniem dalej. Zielony szlak prowadzi nas na szczyt Gancarza. Powoli zapada zmrok i w drodze powrotnej towarzyszą nam już latarki. Kolejny rok. Już po raz siódmy wędruję po świętach z BSP w góry. Tym razem wyjątkowo licznie dopisali uczniowie, ale nas absolwentów też jest kilkoro. Spotykamy się w ciepłym schronisku przy dźwięku kolęd. Czas staje w miejscu...


































I na koniec krótka notka dla osób bezmózgich doszczętnie:
Życzenie singlom "znalezienia kogoś" jest bezczelne, chamskie, żałosne i świadczy jedynie o Waszym braku kultury (chyba, że jesteście najbliższymi przyjaciółkami tej osoby, wtedy z pewnością usłyszycie równie złośliwe życzenia w odpowiedzi :P).

Spokojna głowa, karpie zabijam sama.