sobota, 16 kwietnia 2016

Jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie. Ale to jest głupie, bo nie działa...

I znów kolejne dni uciekają przez palce. Czas wariat, w szalonych podskokach biegnie na złamanie karku. 
Otwieram oczy... 
Budzę się z zimowego snu... 
Jest kwiecień...

Pisaniem tu rządzi dziwna zasada, że im dłużej tego nie robię tym bardziej ciągnie mnie do pozostawienia ciągu liter, lecz jednocześnie, tym trudniej zacząć, uderzyć znów po raz pierwszy w klawiaturę. 
I tak styczniowe spięcia z pisaniem pracy, lutowy stres związany z obroną i zmianą studiów przeniosły się na prawie cztery miesiące nieobecności tutaj. I w końcu, po długiej mobilizacji miał wyjść post wielkanocny, ale złośliwość rzeczy martwych nie zna granic i karta pamięci odmówiła mi współpracy. Całkiem możliwe więc, że jeżeli uda mi się odzyskać zdjęcia to w maju zarzucę przestrzeń świątecznymi mazurkami. A tymczasem umieszczam zdjęcie kartki, która już dość dawno powędrowała w świat, a dokładniej do Katowic. Zdjęcia jak widać jakością nie powala. Trochę gryzie mnie duży rozmiar haftu i wynikający z tego brak innych elementów na kartce, ale i tak nitki układały się dość gęsto. Pomimo tej wady wzór mi się podoba i tutaj co średnio widać w wydaniu granatowym z czarnymi cekinami.

                                              "Znowu wieje
Ciemne chmury ciągną niebem a ja drogą
W sercu wicher już wymiata resztki Ciebie
         I tak idę znów przed siebie lecz gdzie - nie wiem

                                                Na granicy
                                                Stoję między snem a jawą i już nie wiem
    Co jest prawdą, co nie było - ciągle nie wiem
        Nawet słońce się schowało gdzieś w zaświatach

                                                Znowu na dół
  Jak do grobu gdzieś w doliny trzeba zstąpić
                                                I zapomnieć i porzucić lecz nie wątpić
       Że gdzieś słońce świeci, choć na końcu świata"
                                                                                       /Rozdziele - zwrotki/


Wszystkim czytającym polską fantastykę i zainteresowanym lub niedoinformowanym przypominam, że ruszyły nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2015.
Sama trochę kuleję z czytaniem zeszłorocznych utworów i na razie zaledwie jedna powieść znajduje się na mojej liście do nominacji, ale mam nadzieję, że jeszcze coś do niej dołączy w ciągu tych dwóch miesięcy, które pozostały...

środa, 13 stycznia 2016

Noworoczne postanowienie

Pewnie nie schudnę w 2016 roku, nie zostanę rekinem biznesu, ani nie rzucę alkoholu.
Na pewno nie dołączę do Młodzieży Wszechpolskiej.
Nie zamierzam również zostać weganką (nawet na 30 dni), ani domem tymczasowym.
Nie zanosi się także bym miała ukończyć triathlon lub gonić z tłuczkiem za świnią w jakichkolwiek zamiarach...
Cóż, spójrzmy prawdzie w oczy. Zapewne nie znajdę sobie w ciągu najbliższych 366 dni faceta, a już na pewno nie zakocham się w :CyganieKościanie, Mrozińskim czy szwedzkim blondynie o pięknych oczach i pokaźnym koncie w banku...

Jak widać świeżo rozpoczęty rok już jest dla mnie całkowicie stracony. 
Najwyższy czas wiązać pętlę i hyc ze stołka czy też w inny sposób zakończyć marny żywot...

Odpuściłam sobie w tym roku te wszystkie wzniosłe postanowienia, które wypada robić i nie dotrzymywać. 
Może zwykle stawiamy na niewłaściwe rzeczy? Dlaczego niby noworoczne postanowienia nie mogą być przyjemne i przynajmniej dzięki temu dotrzymane?

Dlatego w tym roku:
  • pojadę na pięć konwentów
  • przeczytam książki fantastyczne pięciu dotąd nie czytanych przeze mnie autorów
  • kupię i nauczę się grać w pięć planszówek/karcianek
  • obejrzę filmy Marvela

Hmm... To będzie dobry rok :P


Zresztą  na poprzedni też nie mogę narzekać. 
A już na pewno nie, na jego zakończenie. Jak co roku, zaraz po świętach (27-28 XII) wypadliśmy w góry z SKKT BSP. 
Tym razem na Błatnią. Ruszyliśmy z pod Szyndzielni, przez Klimczok, by na drugi dzień zejść do Wapiennicy. 
W błocie, bez śniegu, za to z milionem wspomnień i białym opłatkiem. Trochę tych wspólnych wigilii w górach już było.
 Tu choćby zdjęcie z 2011 roku, na które natrafiłam przypadkiem przeglądając internetową kronikę Bielskiej Szkoły Przemysłowej. 

Musi wystarczyć, bo tegorocznych nie mam. 
Zresztą na tych spotkaniach czas się zatrzymuje...





"Od Giżycka na Warszawę nic już nie leciało,
Zasypało drogi wszystkie, do domu się chciało.
Na przystanku Pekaesu było napisane,
Że następny (w dni robocze) idzie szósta rano...

O Wigilii pod Mrągowem - jak było, opowiem!

Bóg się rodził, moc truchlała,
We wsi pies ujadał,
Schowaliśmy się pod daszek,
Śnieg padał i padał.

Dzięciołowski rzucił pomysł, żeby gdzie do wioski
Na wieczerzę się podmówić - ciągło nas do ludzi,
Więc my poszli na wariata, na skróty przez pole
Szukać miejsca w Wyszemborku przy wilijnym stole.

W Wyszemborku niestrachliwe, obcych się nie bali,
Jak ze swymi bielusieńkim płatkiem się łamali,
Tośmy siedli na przystawkę z pastorałką za przysługę,
Ja żem ciągnął pierwszym głosem, Dzięciołowski drugim:

Gruchnęła, gruchnęła nowina w mieście,
Co żywo co żywo wszyscy pospieszcie,
Idzie gość, idzie gość - Józef z Maryją
Z synaczkiem, z synaczkiem w ręku, z liliją..."

 Nieważne, że akcja dzieje się na Mazurach. Tekst ten zawsze już będzie mi się kojarzył z Beskidami. W tych "moich" górach pierwszy raz usłyszałam te słowa  i teraz za każdym razem to one stają mi przed oczami. Zaśnieżone, mroźne, świąteczne...