środa, 18 marca 2015

IDEALNIE...

... Czyli Yapowanie (13-15 III).
Jak zwykle u mnie dość chaotycznie i trochę przez przypadek, wpadłam, na początku marca, na stronę Yapy (czyli ogólnopolskiego studenckiego przeglądu piosenki turystycznej). Szybki rzut okiem na kalendarz, uświadomił mi, że jedyny wolny, marcowy weekend właśnie zmienia swój status.
I tak znalazłam się, w piątek trzynastego, do kolejowym dworcu. Nie sama oczywiście, a z nieświadomą jeszcze zagrożenia Martyną i ogarniającym AKT Maluchem. Po krótkiej walce o karnety i noclegi, w końcu można odpłynąć w inny świat. Trudno opisać nawał szczęścia, który potrafi się zmieścić w trzech dniach. Zdarte gardło, szaleńczy uśmiech na twarzy i obolałe stopy, to krótkie podsumowanie weekendu. Wciąż chodzę i nucę, przejeżdżając przystanki, na których powinnam wysiąść.
Nie, nie zmuszajcie mnie do powrotu do rzeczywistości!!!



"Jestem włóczęgą, otwartą księgą,
O której każdy mężczyzna śni.
A kiedy piję, czuję, że żyję,
Taka zostanę do końca dni."
/Parafrazując Szantażystów /





Przysypianie w pociągu...


...i nasz pierdolnik ;)



Dość często zdarza mi się przeglądać udostępniane na twarzoksiążce wpisy. Ot taka słabość, coraz częściej powodująca, że krew mnie zalewa, ale mniejsza z tym... Ostatnio trafiłam na akcję mającą na celu wycofanie religii ze szkół. Akcja jak akcja, zdanie można mieć różne i kłócić się długo, z wielkim zaangażowaniem, ale nie dlatego o tym piszę (w dyskusji nią wywołanej, znalazło się nawet parę wpisów na poziomie, autorstwa obu stron). Pewnie nie zatrzymałabym się dłużej nad tym, gdyby nie "zdobiąca" ją grafika, mocno obrażająca uczucia religijne, moje, ale myślę, że również każdej osoby wierzącej i poparcie wyrażone, przez ogólnie szanowane przeze mnie, niby otwarte na inne poglądy, osoby. I wiecie co? Smutno mi... po prostu... smutno mi, że ta nasza tolerancja taka wybiórcza...

środa, 11 marca 2015

"Od Beskidu wiosna idzie, już ją czuć..."

Wiecie co? Fajne mam życie!!! 
Krótki wniosek z wczorajszego wypadu nad Wisłę. Tak po prostu, bez efektów specjalnych.
Otacza mnie sporo osób, które nie irytuje uśmiech na mej twarzy i trochę mniejsze grono przyjaciół zawsze stojących za mną murem. Czasem się gubię, trochę błądzę i nabijam siniaki obijając się o
drzewa, ale wciąż stać mnie na marzenia i kolejne próby ich realizacji. Nie wiem kim będę za rok, czasem nie poznaję osoby, którą byłam rok temu, ale niektóre rzeczy(?) pozostają stałe...



"Ja już prawie zapomniałem, Jano, jakie to jest ważne,

Żeby się ludzie nawzajem słuchali.

Od Beskidu wiosna idzie, już ją czuć,
Chociaż góry otulone w biały puch.
Obudź się, jeszcze wszystko możesz zmienić,
Głowę trzymaj wysoko w chmurach, nogi twardo na ziemi.

Tak sobie stoimy, Jano, w biegu rozmawiamy,
Nie mam nawet czasu, żeby Cię odwiedzić...
Szczęście, że zostało, Jano, jeszcze kilka marzeń,
Wierzę, przyjdzie czas, uda się je spełnić..."
/Słodki Całus Od Buby/



Jak tępym trzeba być by słuchać na fulla, na głośnikach, kiepskiej muzyki?
Naprawdę obsługa słuchawek jest tak trudna,
czy to jednak samobójcza próba wyzwolenia agresji u innych?