Jak zwykle u mnie dość chaotycznie i trochę przez przypadek, wpadłam, na początku marca, na stronę Yapy (czyli ogólnopolskiego studenckiego przeglądu piosenki turystycznej). Szybki rzut okiem na kalendarz, uświadomił mi, że jedyny wolny, marcowy weekend właśnie zmienia swój status.
I tak znalazłam się, w piątek trzynastego, do kolejowym dworcu. Nie sama oczywiście, a z nieświadomą jeszcze zagrożenia Martyną i ogarniającym AKT Maluchem. Po krótkiej walce o karnety i noclegi, w końcu można odpłynąć w inny świat. Trudno opisać nawał szczęścia, który potrafi się zmieścić w trzech dniach. Zdarte gardło, szaleńczy uśmiech na twarzy i obolałe stopy, to krótkie podsumowanie weekendu. Wciąż chodzę i nucę, przejeżdżając przystanki, na których powinnam wysiąść.
Nie, nie zmuszajcie mnie do powrotu do rzeczywistości!!!

"Jestem włóczęgą, otwartą księgą,
O której każdy mężczyzna śni.
A kiedy piję, czuję, że żyję,
Taka zostanę do końca dni."
/Parafrazując Szantażystów /

Przysypianie w pociągu...
...i nasz pierdolnik ;)
Dość często zdarza mi się przeglądać udostępniane na twarzoksiążce wpisy. Ot taka słabość, coraz częściej powodująca, że krew mnie zalewa, ale mniejsza z tym... Ostatnio trafiłam na akcję mającą na celu wycofanie religii ze szkół. Akcja jak akcja, zdanie można mieć różne i kłócić się długo, z wielkim zaangażowaniem, ale nie dlatego o tym piszę (w dyskusji nią wywołanej, znalazło się nawet parę wpisów na poziomie, autorstwa obu stron). Pewnie nie zatrzymałabym się dłużej nad tym, gdyby nie "zdobiąca" ją grafika, mocno obrażająca uczucia religijne, moje, ale myślę, że również każdej osoby wierzącej i poparcie wyrażone, przez ogólnie szanowane przeze mnie, niby otwarte na inne poglądy, osoby. I wiecie co? Smutno mi... po prostu... smutno mi, że ta nasza tolerancja taka wybiórcza...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz