Na pewno nie dołączę do Młodzieży Wszechpolskiej.
Nie zamierzam również zostać weganką (nawet na 30 dni), ani domem tymczasowym.
Nie zanosi się także bym miała ukończyć triathlon lub gonić z tłuczkiem za świnią w jakichkolwiek zamiarach...
Cóż, spójrzmy prawdzie w oczy. Zapewne nie znajdę sobie w ciągu najbliższych 366 dni faceta, a już na pewno nie zakocham się w :Cyganie, Kościanie, Mrozińskim czy szwedzkim blondynie o pięknych oczach i pokaźnym koncie w banku...
Jak widać świeżo rozpoczęty rok już jest dla mnie całkowicie stracony.
Najwyższy czas wiązać pętlę i hyc ze stołka czy też w inny sposób zakończyć marny żywot...
Odpuściłam sobie w tym roku te wszystkie wzniosłe postanowienia, które wypada robić i nie dotrzymywać.
Może zwykle stawiamy na niewłaściwe rzeczy? Dlaczego niby noworoczne postanowienia nie mogą być przyjemne i przynajmniej dzięki temu dotrzymane?
Dlatego w tym roku:
- pojadę na pięć konwentów
- przeczytam książki fantastyczne pięciu dotąd nie czytanych przeze mnie autorów
- kupię i nauczę się grać w pięć planszówek/karcianek
- obejrzę filmy Marvela
Hmm... To będzie dobry rok :P
Zresztą na poprzedni też nie mogę narzekać.
A już na pewno nie, na jego zakończenie. Jak co roku, zaraz po świętach (27-28 XII) wypadliśmy w góry z SKKT BSP.
Tym razem na Błatnią. Ruszyliśmy z pod Szyndzielni, przez Klimczok, by na drugi dzień zejść do Wapiennicy.
W błocie, bez śniegu, za to z milionem wspomnień i białym opłatkiem. Trochę tych wspólnych wigilii w górach już było.
Tu choćby zdjęcie z 2011 roku, na które natrafiłam przypadkiem przeglądając internetową kronikę Bielskiej Szkoły Przemysłowej.
Musi wystarczyć, bo tegorocznych nie mam.
Zresztą na tych spotkaniach czas się zatrzymuje...
"Od Giżycka na Warszawę nic już nie leciało,
Zasypało drogi wszystkie, do domu się chciało.
Na przystanku Pekaesu było napisane,
Że następny (w dni robocze) idzie szósta rano...
O Wigilii pod Mrągowem - jak było, opowiem!
Bóg się rodził, moc truchlała,
We wsi pies ujadał,
Schowaliśmy się pod daszek,
Śnieg padał i padał.
Dzięciołowski rzucił pomysł, żeby gdzie do wioski
Na wieczerzę się podmówić - ciągło nas do ludzi,
Więc my poszli na wariata, na skróty przez pole
Szukać miejsca w Wyszemborku przy wilijnym stole.
W Wyszemborku niestrachliwe, obcych się nie bali,
Jak ze swymi bielusieńkim płatkiem się łamali,
Tośmy siedli na przystawkę z pastorałką za przysługę,
Ja żem ciągnął pierwszym głosem, Dzięciołowski drugim:
Gruchnęła, gruchnęła nowina w mieście,
Co żywo co żywo wszyscy pospieszcie,
Idzie gość, idzie gość - Józef z Maryją
Z synaczkiem, z synaczkiem w ręku, z liliją..."
Nieważne, że akcja dzieje się na Mazurach. Tekst ten zawsze już będzie mi się kojarzył z Beskidami. W tych "moich" górach pierwszy raz usłyszałam te słowa i teraz za każdym razem to one stają mi przed oczami. Zaśnieżone, mroźne, świąteczne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz