Beztroski, piątkowy wieczór z Martyną w akademiku (w końcu egzaminy zdane muszą zostać oblane ;)). Już nic nie krzyczy, że miało być zrobione na wczoraj. Można wreszcie wrzucić na luz (truskawki... Martyna płakam!). Wieczór jak zwykle jest zbyt krótki by opowiedzieć wszystko, czym się żyło w ostatnim czasie. Na szczęście wystarcza czasu choć na tyle, by wrócić do normalności.
Kolejne dwa dni spędzamy na ZjAvie, z przerwą na "sobotę tłustej pizzy" (taka hybryda dnia pizzy i tłustego czwartku). Połączenie tych wydarzeń wywołuje zaciętą wojnę z czasem. Tym razem 1:0 dla czasu... Kilka nierozegranych gier wciąż wywołuje natarczywe wyrzuty sumienia. Znów przełożone rozmowy "do następnego razu"...
Pomimo to weekend udany. Kocia sesja u Therana, gra w "Wysokie napięcie", czy parę partii w "Splendor" zdecydowanie przechylają szalkę na korzyść ZjAvy. Trafił się nam nawet larp, choć akurat go trudno opisać w pozytywnych barwach. Dziwnie czuję się nie gżdaczując. Niektórych rzeczy jednak się nie przeskoczy, w tym wypadku odrobiny uprzedzeń też... ale do pozytywów...
Budujący dialog na dworcu centralnym:
"M.B: Będę jutro spała do 11
M.B: A ja, aż do 5..."
TAK TAK TAK!!! Jadę na Turbacz!!!
6:02 ruszam pociągiem w kierunku Bielska i od razu poniedziałek jakiś taki mniej poniedziałkowy. Wiatr zacięcie próbuje zasypywać nas śniegiem, ale miliony warstw ubrań jakoś dają radę. Brodzimy w białym puchu zapadając się co chwilę. Żyjemy! W końcu na pełne 100%! Do schroniska docieramy zielonym szlakiem od strony Nowego Targu (we wtorek wracamy żółtym). Dłuższa chwila na ogrzanie się i zdobywamy szczyt. Szlak praktycznie nie istnieje, a każde wyciągnięcie rąk z rękawiczek boli. Jest cudownie! Wracamy w świetle czołówek i cóż, tu zdecydowanie moja nawala, ale tak to jest jak się przez roztargnienie nie doładuje baterii i idzie z awaryjnym źródłem światła. Brak regulacji, więc zamiast pod nogi świecę parę metrów w przód, dodatkowo dość marnie. Jakimś cudem udaje mi się zaparować okulary, a śnieg zasypuje oczy. Nie widzę kompletnie nic... Z jednej strony więc widok schroniska cieszy, z drugiej wciąż pozostaje niedosyt.

Dopóki będzie Turbacz stał
Dopóty będą Gorce
Niech zimą śniegiem sypie wiatr
A latem pali słońce
My zawsze tu musimy grać
Dozgonny górom koncert
Dopóki Turbacz będzie stał
Dopóki będą Gorce
/K. A. Torbus/
(TAK WIEM MARTYNA, ŻE LUBISZ...)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz