wtorek, 15 grudnia 2015

Już trzy lata... i kręci się dalej

    Pod koniec listopada uczestniczyłam w targach fantastyki. Tradycyjnie jako gżdacz. Jak już wejdzie to w krew to nie da się pozbyć, choćby nawet człowiek chciał. Tym razem trafiłam do sali spotkań, można powiedzieć: zadanie marzeń. Zresztą już od dłuższego czasu mam szczęście do dyżurów. I nawet udało mi się załapać do galerii udostępnionej na stronie wydarzenia :p . Właśnie stamtąd, z fotorelacji Amadeusza Andrzejewskiego, pochodzi poniższe zdjęcie.
    Frekwencja na targach szczerze mówiąc zaskoczyła mnie: 1300 uczestników z biletami + dzieci, które wchodziły bez biletów + wystawcy + goście i + my, czyli gżdacze. To więcej niż niejeden konwent i to z tych większych, a to dopiero pierwsza edycja Targów. Jak widać pomimo, iż w naszym światku dzieje się całkiem sporo, to wciąż jest zapotrzebowanie na kolejne "fantastyczne" wydarzenia. Tym bardziej smutno, że niektóre inicjatywy upadają. Choćby Warszawska Noc Apokalipsy, na której ostatnia edycję w 2013 roku udało mi się załapać, na chwilę i tylko przypadkowo i opuszczałam ją z mocnym postanowieniem pojawienia się na kolejnej edycji... 
    Ale wracając do Targów. Oprócz wystawców, którzy jak nazwa wskazuje, byli główną "atrakcją" wydarzenia, można się było załapać na games room, spotkania z autorami książek fantasy i science fiction, czy usłyszeć o ciekawych projektach z fantastyka związanych (Jak choćby o nagrodzie im. J Zajdla, czy nadchodzącym Polconie). Jako gżdacz wyszłam z Targów z bardzo pozytywną opinią o organizatorach. A to podejście do ludzi, z którymi współpracują ma dla mnie spore znacznie. Chyba zresztą z czasem coraz większe.
    No ok, trochę podsumowałam... ale skąd taki tytuł? Tak mnie wzięło na wspomnienia, gdy sączyłam kolejną kawę z targowego kubka... Trzy lata temu, z niewielkim hakiem, bo dokładnie 7-9 września 2012 roku, byłam na moim pierwszym konwencie. Nie wiedząc jeszcze z czym co się je, trafiłam na bielski Grojkon. Jako gżdacz oczywiście, choć wtedy jeszcze nie z zamiłowania, a z chęci zaoszczędzenia na wejściówce :p . Potem były różne konwenty, w różnych regionach kraju i z różną funkcją. Hmmm.... Uczestnikiem, gżdaczem i orgiem już byłam... Jeszcze zostało mi tworzenie programu. Trzeba to będzie nadrobić...
    Tak dziwnie wspominać czasy, gdy ten konwentowo- fantastyczny świat był mi zupełnie obcy. Choć do bycia starym wyjadaczem wciąż mi daleko, to ten świat jakoś tak po prostu powoli stał się moim. Aż trudno mi uwierzyć, ilu wspaniałych ludzi poznałam tylko dzięki grom, konwentom i innym około fantastycznym wydarzeniom.  Na co dzień się człowiek nad tym nie zastanawia, ale gdy teraz myślę, to jejku, większość moich znajomych pochodzi z tego środowiska. 
    Jak widać fantastyka wciąga :). Znacznie bardziej niż można by przypuszczać patrząc na nią z boku. I wiem jedno: nie żałuję, że dałam się jej porwać i mam nadzieję, że po rocznej przerwie, w 2016, znów będę mieć okazję gżdaczować na Grojkonie... a po drodze z pewnością jeszcze nie jeden konwent się pojawi, jeszcze nie raz siądziemy nad planszówką czy rozegramy sesję RPG...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz